FRAGMENTY I CYTATY

Fragmenty i cytaty z książki Elżbiety Barczyk Idis. Na przekór czasom



Na końcu każdego życia czeka śmierć. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Aby równowaga we wszechświecie została zachowana, wszystko, co żyje, musi umrzeć. Wszystko oprócz mnie.



Mam dziewiętnaście lat. Dla mnie czas się zatrzymał. Nigdy nie będę miała więcej. Od momentu, kiedy zdecydowałam się zostać wysłannikiem aniołów, czyli od ponad czterystu lat nie postarzałam się ani o minutę. Żyję na przekór czasom. I choć z ludźmi, to tak naprawdę obok nich.



Nie lubię tłumów. Nie potrafię się do nich przekonać, mimo że w tłumie niezwykle łatwo jest zachować anonimowość. To do mnie nie przemawia. Na mnie i tak nikt nie zwraca uwagi. A dużo ludzi w jednym miejscu działa na mnie deprymująco. Powinnam się już do tego przyzwyczaić po tylu latach, jednak w tłumie nadal czuję, jakbym się dusiła.



Jej opiekunowie byli mili? Bardzo byłam ciekawa, w jaki sposób to okazywali. Nie chciałam wysuwać pochopnych wniosków, skoro nawet ich nie poznałam, ale wiedziałam, co się wydarzyło. Nie mogłam pozostać obojętna. Wiedza o tym, jak dana osoba umrze, bywa naprawdę przytłaczająca i bolesna. Dlatego robię wszystko, dosłownie wszystko, często balansuję nawet na granicy prawa, aby odwrócić los i pomóc ze wszystkich sił.



To prawda, Andy. Jestem waszym aniołem. No może nie do końca, ale mam anioły po swojej stronie.

Teraz najważniejsze jest powstrzymanie tego potwora w ludzkiej skórze.



Nigdy nikogo nie zabiłam, ale parę razy groziłam komuś pistoletem, nożem, wysuwałam groźby dotyczące większego lub mniejszego uszkodzenia ciała, a w szantażu nie miałam sobie równych. Były to groźby bez pokrycia, bo nigdy nikogo nie skrzywdziłabym i to nawet wtedy, gdyby zasłużył, ale oni przecież o tym nie wiedzieli. Nie jestem superbohaterem, co wiele razy powtarzałam, nie mam kontaktów na całym świecie, nie znam ważnych ludzi i chociaż stoi za mną potężna i wszechwładna organizacja, to tak naprawdę działam sama. Otrzymuję od nich tylko niewielkie wsparcie.



W czasach kiedy ludzie fascynują się Jamesem Bondem czy innymi superagentami, świetnym pomysłem było podawanie się za agenta jakiejś ściśle tajnej organizacji broniącej ludzi. Łatwiej im było uwierzyć, że pracuję dla właśnie takiej organizacji, niż w to, że moimi mocodawcami są anioły. Bo kto przy zdrowych zmysłach by w to uwierzył?



Nastał nowy dzień. Dzień, w którym miałam zamiar odmienić życie dzieci. Jeśli nawet nie uda mi się pomóc im tak, jak na to zasługują, to i tak ich życie się zmieniło. Moja obecność w ich życiu zepchnęła je na nowe, chciałam wierzyć, lepsze tory. Bez względu na to, jak się to wszystko zakończy, ofiarowałam tym dzieciakom szansę. Odmieniłam, chociaż w niewielkim stopniu, ich tragiczny los.



On tymczasem milczał. Podejrzewałam, co zamierza zrobić, ale nie zamierzałam go powstrzymywać. Chcesz mnie sprawdzić, droga wolna. I tak niczego nie znajdziesz. W końcu nie istnieję.



Anioły niechętnie zdradzają swoje sekrety, a ja nauczyłam się nie pytać, dlatego nie mam pojęcia, w jaki sposób potrafią w tak krótkim czasie dowiedzieć się wszystkiego o człowieku. Kiedyś bardzo mnie to nurtowało, zresztą tak jak wiele innych spraw, których nie rozumiałam. Kiedyś, bo teraz przywykłam już do tego, że wokół mnie dzieją się rzeczy, które trudno wytłumaczyć.



Grożono mi, bito, raz nawet próbowano otruć. Dlatego byłam do tego przyzwyczajona. Nie mogę umrzeć i to chyba jedyna pozytywna rzecz w moim pełnym niebezpieczeństw życiu.



Taka po prostu byłam. Nie potrafiłam przejść obojętnie wobec czyjegoś nieszczęścia. To dlatego, choć moje zadanie było całkowicie inne, zdecydowałam się uratować życie tej niewinnej kobiety. Żyję już bardzo długo i widziałam wiele przerażających rzeczy. Doświadczyłam też wielu traumatycznych przeżyć. I chociaż różnię się od innych ludzi, to nigdy nie przestałam być człowiekiem.



Nie tylko wyciągnęłam z więzienia Paula Bouleta, ale także udowodniłam jego niewinność, znajdując prawdziwego sprawcę.

Nikt mi jednak nie pogratuluje. Moje zasługi po raz kolejny pozostaną niezauważone. Nikogo za to nie winię, bo wiem, że jest to cena, jaką muszę zapłacić za ingerowanie w ludzkie życie.



Czasami przyłapuję się na myśleniu o tym, że zwykli ludzie to jednak mają szczęście. Wykonują normalne prace: nudne, ciekawe, zajmujące i takie, które nie dają im satysfakcji, ale za które otrzymują stosowne wynagrodzenie. Nie muszą zrywać się w środku nocy, aby pędzić na drugi koniec globu, by kolejny raz ryzykować życie. Nie muszą sami mierzyć się z szaleńcami, psychopatami czy skomplikowanymi ludzkimi losami. Najczęściej działają wtedy w grupie. A ja otrzymuję tylko niewielkie wsparcie.

I chyba najważniejsze: mają urlop. Dla mnie to brzmi jak bajka. Coś, o czym mogę tylko pomarzyć. Nie mogę zaszyć się na jakimś odludziu albo pojechać na wycieczkę, aby oderwać się od trudów codzienności, jak robią to normalni ludzie. Jeśli nawet uda mi się znaleźć kilka wolnych chwil, to i tak muszę być w gotowości, bo nigdy nie wiem, co może się wydarzyć.



Rzadko zdarza mi się, że nie mam nic do roboty. A to właśnie była taka chwila. Rozsiadłam się wygodnie przed telewizorem z zamiarem oddania się słodkiemu nieróbstwu. Jednak nie na długo.



Rozejrzałam się uważnie po pomieszczeniu. Za suto zastawionym stołem, na krześle przypominającym tron, siedział on. Władca tego miejsca, książę ciemności, pierwszy upadły anioł. Lucyfer. W Piśmie Świętym występuje jako Gwiazda Poranka czy Gwiazda Wschodu, dlatego ja, jeśli już muszę, zwracam się do niego bezosobowo – Morningstar.



Skoro zadanie dobiegło końca, nie musiałam śpieszyć się z powrotem. Mogłam zostać trochę dłużej. Po prawdzie to przecież nie musiałam im niczego wyjaśniać, bo za kilka dni i tak niczego nie będą z tego pamiętać, ale ostrożności nigdy za wiele. Nie miałam pewności, że na pewno tak się stanie. Jeden z aniołów opowiedział mi kiedyś o osobie, która zapisała moje imię i wszystko, co się wydarzyło, w pamiętniku i dlatego go nie zapomniała.



Ktoś już ostatnio mówił coś o moich oczach. Tylko kto to był? A, już wiem. Ja to mam szczęście. Najpierw psychopata, a teraz wampir, ale niczego innego się w tej „pracy” nie doczekam.



Nie rzucam słów na wiatr. Jeśli stwierdziłam, że coś zrobię, to bezzwłocznie to czynię.



– Ile ci za to zapłacili? Na ile wycenili moje życie? – powtórzył.

– Nic – odparłam. – Jak możesz o to pytać? Ludzkie życie jest bezcenne.

– Chcesz powiedzieć – zdziwił się – że robisz to za darmo?

– Dostaję zwrot wszystkich wydatków – wyjaśniłam.

– To nic nie znaczy – oburzył się i zerwał się z miejsca. – Ryzykujesz życie. I nic z tego nie masz. A co, jeśli tu umrzesz?

– To umrę – odrzekłam bezlitośnie.





Książka Elżbiety Barczyk Idis. Na przekór czasom – wizualizacja
Zamów książkę Elżbiety Barczyk Idis. Na przekór czasom – księgarnie i sklepy

LUB ZOBACZ WIĘCEJ:

Recenzje, opinie i oceny o książce Elżbiety Barczyk Idis. Na przekór czasom

Zobacz więcej – opis świata i bohaterów z książki Elżbiety Barczyk Idis. Na przekór czasom